Archive Page

Chciałbym się zakochać – Vitalik Havryla w „Amadeuszu”

28 sierpnia, 2024 | Biuro Teatr Nowy |

ROZMOWA Z VITALIKIEM HAVRYLA – ODTWÓRCĄ MOZARTA W „AMADEUSZU”

Piotr Sieklucki: Jesteś z Ukrainy i przyjechałeś do Polski jeszcze przed wybuchem wojny- dlaczego Polska i dlaczego Kraków?

Vitalik Havryla: Już w liceum wiedziałem, że chcę zostać aktorem, ale dla mojej rodziny nie  brzmiało to dobrze. Musiałem szukać więc alternatywy, być może ucieczki.  Moja koleżanka studiowała w Warszawie, więc wywiedziałem się, co muszę zrobić, żeby nie płacić w Polsce za studia.  Skoro moja rodzina nie chciała mnie takiego jakim jestem, z moimi wadami, marzeniami, to postanowiłem wydostać się z Ukrainy i uciec jak najdalej się da. Mogłem studiować w Polsce bezpłatnie, bo okazało się że mam polskie korzenie. Mój pradziadek był Polakiem. 

PS: W Ukrainie nie mogłeś zostać aktorem, nawet wbrew woli rodziny? 

VH:  Nie miałem siły przebicia. Nie miałem siły, żeby przekonać rodzinę do mojej pasji. Byłem zbyt niepewny siebie, żeby powiedzieć dumnie: „Będę aktorem”. Ostatecznie zagryzłem zęby i wyjechałem do Warszawy na „poważne studia”. Musiałem wyjechać z kraju, bo czułem taką wewnętrzną potrzebę. Może to był ten młodzieńczy bunt?

PS: Ile miałeś lat jak uciekłeś do Polski? 

VH: 17. 

PS: Co było najtrudniejsze w adaptacji w nowym otoczeniu? 

VH:  Przede wszystkim język. Ostatni rok szkolny poświęciłem na przygotowania do wyjazdu. Uczyłem się polskiej gramatyki, czytałem, pisałem, już nawet odróżniałem ‘u otwarte od ‘u z kreską /śmiech/. Po przeprowadzce spotkała mnie brutalna rzeczywistość. W Polsce okazało się, że mam problem z ułożeniem dłuższego komunikatywnego zdania. Bariera językowa ograniczała moją ekspresję, zamykała mnie. Musiałem ją zwalczyć.

PS: Nieznajomość języka obcego w którym chce się grać, to dla aktora niemożność wykonywania zawodu, a jednak dostałeś się do elitarnej aktorskiej szkoły. Mało tego, kończysz ją z oszałamiającymi wynikami, tymi językowymi przede wszystkim.

VH: Dziękuję pięknie! Włożyłem w to dużo pracy, ale chyba najwięcej nauczyłem się poznając ludzi. Na szczęście trochę ich poznałem, byłem głodny wrażeń! Czułem, że mój język polski postępuje i kiedy poczułem się w nim na tyle sprawny, żeby móc konkurować z młodymi Polakami, stwierdziłem, że będę zdawać do szkół aktorskich w Polsce. Zajęło mi to kolejne kilka lat, wszystko w tajemnicy oczywiście. W międzyczasie studiowałem dziennikarstwo, pracowałem w „korpo”. W końcu zdobyłem się na odwagę i zapisałem się na egzaminy wstępne. Udało się za drugim razem. Za pierwszym dostałem wiatru w żagle, bo doszedłem do drugiego etapu… No a za drugim razem komisja w AST w Krakowie powiedziała mi „tak”… I właściwie wtedy to wąskie grono ludzi zmieniło moje życie.

PS: Jak przyjęli to twoi rodzice? Kiedy im o tym powiedziałeś? 

VH: Rodzina dowiedziała się z posta na fb, bo tam się pochwaliłem. Mama zadzwoniła najpierw do mojej przyjaciółki, o co chodzi.  Być może bała się ze mną rozmawiać. Myślę, że nadal nie do końca rozumieją skali tego wydarzenia. Pogratulowali mi wtedy i cieszyli z mojego sukcesu, ale cały mój okres studiów traktowali mnie, jakbym chodził do kółka teatralnego.

PS: Bycie aktorem jest dla nich po prostu abstrakcją. Jak przyjąłeś informację o wojnie? 

VH: Strasznie. Jestem w tej uprzywilejowanej sytuacji, że moi bliscy są stosunkowo bezpieczni. Nasza miejscowość mieści się 40 km od polskiej granicy. Do tego tak się złożyło, że większość mojej rodziny, to kobiety z dziećmi. Ale czułem się strasznie. To był mój najgorszy semestr na studiach. To była najgorsza wiosna. Byłem jak w amoku. Mam dużo przemyśleń od tamtego czasu. Na temat tożsamości narodowej, patriotyzmu. Bardzo intymnych.

PS: Mierzysz się z rolą Mozarta w „Amadeuszu”, czy jest to dla ciebie jakieś wyzwanie? 

VH: To jest ogromne wyzwanie. Mozart był geniuszem, a jak się „wchodzi” do głowy geniusza, to bardzo łatwo pobłądzić. Miał ogromną wyobraźnie i wrażliwość. Nie chciałbym zrobić tej roli sztampowo, „odegrać” coś, co każdy zna lub się spodziewa; nie lubię papugować. Szukam w Mozarcie czegoś innego, wyjątkowego, pokręconego. To jest trudne, ale też ekscytujące.  

PS: Vitalik, jedno marzenie już spełniłeś w życiu: zostałeś aktorem. Co dalej? 

/Cisza/

Jakie masz drugie marzenie?

/Cisza/

VH: Chciałbym się zakochać…

PS: No to na zakończenie, życzę ci, żeby po premierze ktoś podszedł do ciebie szturchnął i powiedział : „Podobno szuka pan miłości? Oto jestem!”

VH: /śmiech/ Dziękuję. Bardzo ładne życzenia.

PS– Niech się więc spełnieni. 

 


Szczegóły na temat spektaklu: https://teatrnowy.com.pl/repertoire/amadeusz/

Bilety dostępne w sprzedaży: https://bilety.teatrnowy.com.pl


ZAPRASZAMY!

MIŁOŚĆ GENIUSZ SZALEŃSTWO – Amadeusz

27 sierpnia, 2024 | Biuro Teatr Nowy |

„Amadeusz” na podstawie Petera Shaffera otworzy 18. sezon Teatru Nowego Proxima!

Mozart był niewątpliwie geniuszem. Nie ma precyzyjnych statystyk na ile urodzeń przypada genialne dziecko. Wielki talent czasami wybucha i spala się w tym samym momencie. Wszystko zależy od okoliczności, które sprzyjają bądź spalają genialny dar. Ojciec Wolfganga Amadeusza Mozarta był kompozytorem, zadbał więc o wczesne wykształcenie muzyczne swojego siódmego dziecka, które pierwszy swój utwór skomponowało w wieku 5 lat! Jako kilkuletni chłopiec wraz z ojcem podróżował po całej Europie grając niczym cudowne dziecko na różne okoliczności i święta. Z ojcem wiązała go szczególna więź; dość nietypowa i dziwna, dlatego to ojciec nie mógł zaakceptować jego związków z kobietami, w tym z żoną Konstancją. 

Na długie lata Amadeusz jednak osiadł w Wiedniu, gdzie też przedwcześnie zmarł. Nie jest prawdą, że w nędzy. Nie jest też prawdą, że otruty przez Salieriego, kompozytora dworu Cesarza Józefa II. Nie jest też prawdą, że samotnie. Mozart lubił uciechy życia i nie jest prawdą, że nie było ono dla niego zbyt łaskawe. Życie bawiło się razem z nim.  Za swoją pracę otrzymywał godne wynagrodzenie. A gdy już je otrzymał… to trwonił do końca.  Wiedeń kochał dwudziestokilkuletniego Mozarta, a ten wydawał wielkie sumy prowadząc w nim ekstrawagancki styl życia. Mozart brylował w wiedeńskim świecie muzyków. I nie jest prawdą, że był odrzucany. „Amadeusz” Petera Shaffera, jak na teatralny dramat przystało, kreuje nową rzeczywistość. Oscarowy film Milosa Formana o tym samym tytule bywa źródłem wiedzy o życiu i twórczości Mozarta. I to bardzo ciekawe, że teatralny „fejkowy” hit stał się dla większości historią prawdziwą. Fenomenalna kreacja rzeczywistości? Mistyfikacja? Nie, po prostu: teatr. 

„Amadeusz” Shaffera, który podbił Broadway przeinacza również muzyczną spuściznę Salieriego, pełnego krwi Włocha niegardzącego uciechami życia. Dramat Shaffera urzeka i uwodzi do kolejnych jego wystawień. 

Tą opowieścią próbujemy rozmyślać nad istotą narodzin geniuszu. Rozmyślamy nad kondycją człowieka i jego szaleństwem w pragnieniu uciech i rozpusty, ale też i nad ciężką starością, kiedy musimy dźwigać swoje cielsko i mierzyć się z jego niepełnosprawnością i depresją umysłu. Rozmyślamy nad granicami w sztuce, ich przekraczaniem i przesuwaniem. Być może wielkim naszym szaleństwem będzie „przepisywanie” genialnych zapisów nutowych Mozarta. Czy mamy prawo go poprawiać?  Poprawiamy i korygujemy jego muzykę, by lepiej zrozumieć jej fenomen; by sprowokować do dyskusji, czym jest sztuka i co wolno następnym pokoleniom.       

Piotr Sieklucki, reżyser

 


Szczegóły na temat spektaklu: https://teatrnowy.com.pl/repertoire/amadeusz/

Bilety dostępne w sprzedaży: https://bilety.teatrnowy.com.pl


ZAPRASZAMY!

Kraków i Świat: Pozytywny wariat.

25 lipca, 2024 | piotr.teatrnowy@gmail.com |

Chcę być pozytywnym wariatem

Tekst: Magda Huzarska-Szumiec Zdjęcie: archiwum Piotra Siekluckiego.

Kiedy przygotowywali „Lubiewo”, kilku krakowskich aktorów odmówiło udziału w skandalizującym przedstawieniu. Za to publiczność wypełniała widownię do ostatniego miejsca. Gdy po premierze „Kory. Boskiej” pod budynkiem pojawiły się grupy ludzi z różańcami w rękach, by modlić się o nawrócenie artystów, a PIS-owski rząd odciął wszystkie dotacje, bilety na przedstawienie także rozchodziły się jak ciepłe bułeczki. Teatr Nowy Proxima to miejsce wywołujące masę emocji. Właśnie o takim wyrazistym teatrze marzył od zawsze Piotr Sieklucki – twórca i dyrektor sceny przy ulicy Krakowskiej 41. – Marzyłem o nim już we wrocławskim liceum. Dyrektor szkoły dał mi klucze do audytorium i mogłem przychodzić tam, kiedy chciałem, nawet w niedzielę. Dzięki temu powstało parę fajnych przedstawień. Nie przestałem ich robić, kiedy dostałem się na wydział aktorski krakowskiej PWST. Już na pierwszym roku przygotowałem „Griga obchodzi imieniny” według Czechowa. Dwudziestolatkowie wcielali się w nim zgorzkniałych starców, co dało interesujący efekt. Kiedyś do Alchemii, gdzie była grana Griga, wpadł Januszu Marchwiński – aktor i dziennikarz Radia Wolna Europa, który właśnie przeprowadził się do Krakowa i postanowił otworzyć tu klub Cocon. Był pod wrażeniem. – Zaprzyjaźniliśmy się, raz czy drugi poszliśmy na wino i w końcu Janusz powiedział, że pod Coconem są piwnice, które można zaadaptować na teatr. Nawet nie wiesz, jak się ucieszyłem! Choć gdy znalazłem się w środku, mina mi trochę zrzedła. To miejsce wyglądało strasznie. Ale Janusz pomógł nam je wyremontować, a Franciszek Gałuszka, kanclerz szkoły teatralnej, podarował stare fotele i parę reflektorów. I tak z niczego stworzyliśmy scenę i widownię. Na inaugurację spektakl przygotował Bogdan Hussakowski, profesor i mistrz Piotrka. „Pan Jasiek” to była mocna produkcja, ale głośno o Teatrze Nowym zrobiło się dopiero za sprawą „Lubiewa”. Tekst Michała Witkowskiego wstrząsnął polskim światem literackim. W teatrze również nie wszyscy byli na niego przygotowani i wielu nie chciało mieć z nim nic wspólnego. W końcu Lukrecję, przegiętego, ale posiadającego niezwykły wdzięk geja, zgodził się zagrać nieżyjący już dziś Paweł Sanakiewicz. Partnerowali mu na zmianę Edward Kalisz i Janusz Marchwiński. – Nigdy nie zapomnę, jak pojechaliśmy z „Lubiewem” do Bydgoszczy na Festiwal Prapremier. Przed tamtejszym teatrem stał wielki tir, który przywiózł dekoracje do przedstawienia Strzępki i Demirskiego. My zaparkowaliśmy w jego pobliżu nasz żółty busik. Nie wiem, jakim cudem przejechał tyle kilometrów, bo na co dzień bez przerwy się psuł. Portier był przekonany, że jesteśmy z obsługi technicznej i że będziemy teraz czekać na dekoracje. Wyprowadziłem go z błędu i powiedziałem, że ja jestem reżyserem, koledzy – aktorami, a wszyscy należymy do obsługi technicznej, która w tym busiku przywiozła w reklamówkach scenografię. Sieklucki był przekonany, że przy gigantach teatralnych, którzy ściągnęli na festiwal, jego spektakl nie ma najmniejszych szans. Długo więc nie mógł uwierzyć, że zdobył główną nagrodę. Dopiero wracając do Krakowa, poczuł, że to, co robi, ma sens. Złapał wiatr w żagle i niebawem zaczął myśleć o wyjściu z piwnicy przy Gazowej. Kiedy tylko nadarzyła się okazja, przeprowadził swój teatr do budynku przy ulicy Krakowskiej. Przy wysokości czynszu, fatalnym stanie kamienicy oraz kompletnym braku pieniędzy, była to nie tyle ekstrawagancja, ile kompletne szaleństwo. Szczęście mu jednak sprzyjało. Poznał Janusza Kadelę, prezesa firmy Proxima-Service. Obiecał dorzucać się do czynszu. Pomogli też szefowie różnych firm budowlanych, deweloperzy… Tak powstał Teatr Nowy Proxima. Choć scena została wyremontowana, to repertuar pozostawał w fazie poszukiwań. Najpierw razem z Edwardem Linde-Lubaszenko Piotr krążył wokół literatury rosyjskiej. Ale z biegiem czasu coraz większe dla niego znaczenie zaczęła mieć w teatrze muzyka. Wtedy na afiszu pojawiły się spektakle „Kazik”, „Królowa”, a między nimi „Kora. Boska” w reżyserii Katarzyny Chlebny. W tym ostatnim spektaklu Piotrek wcielił się w postać Matki Boskiej Częstochowskiej. Będąc reżyserem i dyrektorem, nigdy nie zamierzał zrezygnować z aktorstwa. Choć niebawem planuje je zdradzić, przynajmniej na chwilę, i… przenieść się do kuchni. A to dlatego, że teatr wygrał przetarg na nowe pomieszczenia przy ulicy Krakowskiej. W Pałacu Nieśmiertelności – bo przecież sztuka jest nieśmiertelna – powstanie sala prób i miejsce spotkań z publicznością. Piotr zamierza wydawać tam Obiady Czwartkowe, na których będzie podawał własnoręcznie przyrządzoną lasagne, a zaproszeni goście, wśród których, co już wiadomo, nie zabraknie lekarzy czy filozofów, będą dyskutowali między innymi o przedłużaniu życia w dobie sztucznej inteligencji. – Jeden z moich mistrzów, Igor Przegrodzki, mawiał, że w teatrze nie ma miejsca dla normalnych ludzi. Dyrektorzy teatrów to przeważnie szaleńcy. Ja zamierzam być jednak pozytywnym wariatem.

Wyniki konkursu piosenki „Miłość”

2 lipca, 2024 | Biuro Teatr Nowy |

To był wieczór wspaniałości!

W ramach imprezy z konkursem piosenki „Miłość” studenci i studentki szkół teatralnych zaprezentowali wzruszające, mocne i znakomite technicznie interpretacje polskiej poezji. Walka była wyrównana, jednak ostatecznie jury w składzie Ewa Bielecka, Anna Adamowicz (vel Laura Osińska) i Janusz Marchwiński wyłoniło zwycięskie wykony. Dodatkowo, Publiczność przyznała wyróżnienie kwalifikujące do następnego etapu: imprezy z okazji 18. urodzin Teatru Nowego Proxima, która odbędzie się już w grudniu.

❤️ Oto laureaci:

🏆
Szymon Ozymko z Akademii Sztuk Teatralnych wydziału aktorskiego we Wrocławiu.
Stypendium 2500zł ufundowane przez Ewę Bielecką

🏆
Marcin Nowicki i Katarzyna Gąsior z Akademii Sztuk Teatralnych wydziału lalkarskiego we Wrocławiu.
Stypednium 1000zł ufundowane przez Teatr Nowy Proxima

🏆
Alexander Spisak z Akademii Sztuk Teatralnych w Krakowie wydziału wokalnego.
Stypendium 1000zł ufundowane przez Teatr Nowy Proxima

🏆
Martyna Kleszczewska z Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego w Krakowie wydziału aktorskiego.
Wyróżnienie i zaklasyfikowanie do finałowego etapu piosenki aktorskiej

fot. Karolina Molik


Gratulujemy wszystkim uczestnikom!
Do zobaczenia na następnej takiej imprezie.

„Miłość w kawałkach” wraca w przyszłym sezonie.
Bilety już wkrótce w sprzedaży.

Uroczystość Głosy Pokoleń – werdykt

15 kwietnia, 2024 | Biuro Teatr Nowy |

To był niezwykły wieczór łączący pokolenia! Scena Berlin pękała w szwach.
Studenci szkół teatralnych zmierzyli się z twórczością Ewy Demarczyk i innych artystów Piwnicy pod Baranami.
Po wysłuchaniu 18 uczestników i policzeniu głosów publiczności, grubo po północy przyznaliśmy nasze nagrody.

Oto zwycięzcy:

  • Nagroda Główna w wysokości 3000 zł ufundowana przez Janusza Marchwińskiego dla Jakuba Kowalskiego i Igora Widomskiego z Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego wydziału aktorskiego w Krakowie.

  • Nagroda Teatru Nowego Proxima w wysokości 1000zł dla Zofii Justyńskiej z Akademii Sztuk Teatralnych w Krakowie.

  • Nagroda Teatru Nowego Proxima w wysokości 1000 zł dla Szantal Strzelińskiej z Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi.

  • Wyróżnienie dla Anny Krok i Alicji Matusiak z Akademii Sztuk Teatralnych w Krakowie.


Gratulujemy wszystkim uczestnikom! Do zobaczenia na następnej takiej imprezie.

„Kruchość wodoru. Demarczyk” wraca 1 i 2 czerwca. Bilety już w sprzedaży.

Dotacja na infrastrukturę!

17 lutego, 2024 | Biuro Teatr Nowy |





Z radością przyjęliśmy informację o przyznaniu dotacji na zakup sprzętu oświetleniowego i dźwiękowego z programu „Infrastruktura Kultury” MKiDN. „Zakup wyposażenia mobilnego na potrzeby działalności z zakresu edukacji kulturalnej i artystycznej. VI etap” to kontynuacja inwestycji rozpoczętych w 2016 roku, wspartych dotacją MKiDN w ramach Priorytetu Infrastruktura Kultury i kontynuowanych w kolejnych latach do 2021 roku, również wspartych dotacją w ramach Programu Infrastruktura Kultury. Zakup sprzętu w 2024 roku podniósł standardy techniczne naszych spektali.

W ramach zadania zakupiono:

Jesteśmy wdzięczni MKiDN za wsparcie w modernizacji i rozwoju naszej infrastruktury.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury w ramach zadania „Zakup wyposażenia mobilnego na potrzeby działalności z zakresu edukacji kulturalnej i artystycznej. VI etap”

Dofinansowanie: 270 000 zł

Całkowita wartość 337 500 zł

Świetny debiut Zuzanny Jagusiak, historyczna rola Krzysztofa Głuchowskiego

25 stycznia, 2024 | Biuro Teatr Nowy |

Komediantka” w reż. Piotra Siekluckiego w  Teatrze Nowym Proxima w  Krakowie. Pisze Marta Gruszecka w „Gazecie Wyborczej – Kraków”.

„Całujcie mnie wszyscy w du*ę!” – z nieskrywaną satysfakcją powtarza za Julianem Tuwimem Krzysztof Głuchowski, dyrektor Teatru Słowackiego w nowym spektaklu Teatru Nowego Proxima. Razem z nim w „Komediantce” gra studentka II roku aktorstwa, Zuzanna Jagusiak. Po takim debiucie o zjawiskowej aktorce szybko usłyszymy.

Półmrok, przerażające odgłosy, wysuszone drzewo, na którym siedzą wrony. W takiej scenerii budzi się pani Bernhard, aktorka narodowej sceny, która za pijaństwo została zesłana na prowincję. Tu popada w jeszcze większy nałóg – trudno przecież nie napić się wódeczki, wina i piwa, kiedy świętuje się benefis 45-lecia pracy artystycznej. Chociaż, jak przyznaje, ostrzegali ją, żeby nie mieszać alkoholi…

Wspomnień czar (prysł)

„Komediantka” w reżyserii Piotra Siekluckiego, tytułowa bohaterka pierwszej premiery Teatru Nowego Proxima w tym sezonie, na lekkim rauszu będąc, zaczyna opowiadać. O młodości, która niby przeminęła, ale krew w żyłach nadal płynie wartko, a żądne przygód serce wyrywa się z piersi. O sławie, która wyniosła ją na scenę Teatru Narodowego w Warszawie, ba, nawet na estrady Paryża czy Berlina. O absztyfikantach, którzy prześcigiwali się w wyrazach uwielbienia, ale gdy przyszło do poważnych deklaracji – żaden mężem aktorki być nie chciał. Aż wreszcie o atencji publiczności, która kochała ją za to, jaka jest na scenie, ale za kulisami raczej nikt przyjaźnić się nie chciał. Zwłaszcza kiedy z młodej, pięknej, utalentowanej aktorki, stała się aktorką w wieku senioralnym. 

Zjawiskowy debiut Zuzanny Jagusiak

Gdybym nie wiedziała, że seniorkę Bernhard gra 21-letnia studentka aktorstwa Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego Zuzanna Jagusiak, to szybko bym się nie zorientowała. „Komediantka” to jej debiut sceniczny zorganizowany w ramach premierowego cyklu Teatru Nowego Proxima „Nowe Objawienia”, który ma za zadanie odkrywanie przyszłych gwiazd polskiego teatru.

Czy Zuzanna Jagusiak ma szansę na zostanie gwiazdą? Na pewno ma potężny talent i głos, który decybelami zagłuszał nawet przejeżdżające ulicą Krakowską tramwaje. Bo w „Komediantce” nie tylko gra, ale też śpiewa kilka utworów. „Tą naszą młodość” Haliny Wyrodek, „Rebekę” Ewy Demarczyk czy w finale „Całujcie mnie wszyscy w du*ę” z tekstem Juliana Tuwima. Ale o finale za chwilę.

Pani Bernhard w jej wykonaniu jest zabawna, ma cięte riposty, mimo coraz większego upojenia alkoholem i dodających poczucia wyjątkowości wspomnieniami niegdysiejszej sławy, trzyma klasę do samego końca. Udaje jej się też utrzymać zapewne niewygodny (ale jaki zjawiskowy!) kostium. Bo przecież aktorka Narodowego musi wyglądać! Nawet na prowincji.

Sen dyrektora

Znienacka trafia tutaj też dyrektor Teatru Narodowego, Nikita Schneider. Jego obecność pani Bernhard zauważa dopiero wtedy, gdy na scenę spada złoty żyrandol. Takich na tym „zadupiu” raczej wcześniej nikt nie widział. Strój dyrektora świadczy o prestiżu jego nazwiska, ale mina mówi jednoznacznie, że jest przerażony miejscem, w które go… zesłali. Nie za alkoholizm, a z zazdrości i niepasującą władzy wizję teatru, ale i tak ma z panią Bernhard wiele wspólnego. Najpierw milczy, gra miną, słusznie oddaje Komediantce scenę. Słucha piosenki za piosenką, i z każdą chwilą nabiera przekonania, że musi pilnie uciekać z teatru, którego właśnie został nowym dyrektorem. Dopiero po kieliszku wódki Schneider zabiera głos. I wtedy „Komediantka” staje się dobitną aluzją do sytuacji krakowskiej kultury.

Bo rolę wygnanego z teatru dyrektora gra Krzysztof Głuchowski, dyrektor Teatru Słowackiego, nad którym widmo zwolnienia z absurdalnych powodów wisiało kilkaset dni. „Wiecie, jak to jest, codziennie dźwigać Teatr Narodowy? Narodowy?!” – pyta publiczność dyrektor. Przejmujący jest w tym kontekście finałowy monolog Schneidera, w którym opowiada swój sen. „Przyśniło mi się, że prezydent rzucił się na mnie i mnie dusił. A pan minister sztuki walnął mnie w głowę ciężką pięścią. Burmistrz dał mi kopniaka, a kanclerz marszałek wykręcił rękę”. (Wymienionym, ale też innym politykom, srogo się pod koniec obrywa, na szczęście w wolnej Polsce za wolność słowa twórcy nie trafią już raczej na komisariat.) Dyrektor opowiada dalej: „Przez cały rok śni mi się, że mnie zabijają… wszędzie czyhają na mnie i uderzają mnie w głowę. (…) Będę chodził za panem wszędzie tak długo, dopóki sam pan się nie unicestwi, panie dyrektorze”.

„Całujcie mnie wszyscy w du*ę!”

Schneider jest jednak nieugięty i mimo beznadziejnej sytuacji, w której się znalazł, zapewnia, że nie podda i zbuduje teatr zgodny z jego wizją. A żeby siebie i publiczność utwierdzić w tym przekonaniu, w finale razem z panią Bernhard cytuje Tuwima. „Warszawskie bubki, żygolaki. Z szajką wytwornych pind na kupę. Rębajły, franty, zabijaki. Całujcie mnie wszyscy w du*ę. (…) Socjały nudne i ponure. Pedeki, neokatoliki. Podskakiwacze pod kulturę. Czciciele radia i fizyki. Uczone małpy, ścisłowiedy. Co oglądacie świat przez lupę. I wszystko wiecie: co, jak, kiedy. Całujcie mnie wszyscy w du*ę.” Serce rośnie, publiczność bije brawo. 

Na koniec raz jeszcze o Zuzannie. Premierę „Komediantki” obejrzało wielu znajomych z jej roku. Po spektaklu były kwiaty, gratulacje, uściski, łzy wzruszenia. Dobrze mieć takie wsparcie na początku drogi. 

W rolach głównych: Zuzanna Jagusiak i Krzysztof Głuchowski. Scenografię, kostiumy i plakat przygotował Łukasz Błażejewski, opracowania muzycznego spektaklu dokonał Paweł Harańczyk, a o reżyserię świateł zadbał Wojciech Kiwacz. Charakteryzacje przygotują Artur Świetny, Kaja Jałoza i Julia Kubacka, a realizatorem dźwięku będzie Bogdan Czyszczan.

Ranking aktorów

6 stycznia, 2024 | piotr.teatrnowy@gmail.com |

Ranking 7 najlepszych aktorów wg Łukasza Maciejewskiego:

O Piotrze Siekluckim pisze się najczęściej, najzupełniej słusznie, w związku z jego sukcesami reżyserskimi i menadżerskimi w Teatrze Nowym „Proximie”. Sieklucki, z niewielkiego teatru niezależnego, stworzył w Krakowie jedną z najciekawszych artystycznych przestrzeni dla widzów i artystów, tworzących poza głównym, komercyjnym obiegiem. Zdecydowanie rzadziej wspomina się o jego aktywnościach aktorskich. A jest przecież aktorem pełną gębą (absolwent PWST w Krakowie), i to aktorem bardzo aktywnym. Trudno wyobrazić sobie najgłośniejsze spektakle „Proximy” bez ról Piotra: Stanisław w „Kazik, ja tylko żartowałem”, Matka Boska Częstochowska w „Korze. Boskiej”, Elton John w „Królowej” itd.Sieklucki, niezależnie, czy gra Polaka w spektaklu „NaXuj. Rzeczy o Prezydencie Zelenskim”, czy w muzycznym przedstawieniu Katarzyny Chlebny o Grzegorzu Ciechowskim („Nie pytaj”), wciąż pozostaje tym samym, czasami pociesznym, często okrutnym bohaterem rabelaisowskim. Rubaszność bywa podszyta ironią. Bo właśnie ta cecha, w aktorstwie Piotra Siekluckiego, jest najważniejsza. Bohaterowie Siekluckiego nie chcą być brani serio, ponieważ posiadają ten rodzaj nadwiedzy, którą można tylko obśmiać, wyśmiać, ale nie wyszydzić. Bawią, stając się ostrzeżeniem. Stańczyk, pamiętajmy, też był błaznem. Wiedział i rozumiał więcej.

Cały arytukuł: KLIKNIJ

Oświadczenie zespołu w sprawie Festiwalu Boska Komedia

9 listopada, 2023 | piotr.teatrnowy@gmail.com |

OŚWIADCZENIE ZESPOŁU TEATRU NOWEGO PROXIMA

W związku z nieoczekiwaną decyzją dyrektora artystycznego Festiwalu Boska Komedia o usunięciu spektaklu „Królowa” w reżyserii Piotra Siekluckiego z głównego nurtu konkursu oraz próby ciągłego dyskredytowania naszych osiągnięć, oświadczamy, iż rezygnujemy całkowicie z udziału w festiwalu. Wyrażamy również swój sprzeciw przeciwko segregowaniu krakowskich instytucji kultury przez dyrektora Bartosza Szydłowskiego. W nurcie krakowskim festiwalu od lat brakuje innych instytucji kultury, które są nie po drodze wizji artystycznego świata dyrektora (m.in Teatru Scena STU czy Teatru Bagatela). Pragniemy również zwrócić uwagę na sposób prowadzenia negocjacji przez organizatora festiwalu i dać wyraźny sprzeciw takim praktykom. W związku z otrzymaną informacją o braku wystarczających środków finansowych przeznaczonych na organizację festiwalu i wychodząc naprzeciw trudnościom, zadeklarowaliśmy, iż w ramach konkursu zaprezentujemy spektakl nieodpłatnie, a dyrektor Bartosz Szydłowski, w prywatnej wiadomości przesłanej 14 października br., potwierdził ustalone warunki. O zmianie decyzji i zepchnięciu spektaklu „Królowa” – opowiadającego o życiu i twórczości Mercury`ego oraz historii HIV/AIDS – do ostatniego punktu programu sekcji (gdzie prezentowany jest również teatr studencki i amatorski) dowiedzieliśmy się z konferencji prasowej. Nasza rezygnacja z tegorocznej edycji jest ostateczna, i ma również na celu zwrócenie uwagi władz naszego miasta na niestosowne praktyki i selekcję konkursową. Jesteśmy również w pełnej gotowości na przyszłą współpracę przy budowaniu krakowskiej marki festiwalu. Piotr Sieklucki, dyrektor Teatru Nowego Proxima

Nowy dyrektor

10 października, 2023 | piotr.teatrnowy@gmail.com |

Kraków. Premiera „Komediantki”. Dyrektor Teatru Słowackiego wcieli się w postać dyrektora usuniętego z posady

– Krakowska opowieść o teatrze z piosenkami gwiazdy Piwnicy Pod Baranami, Haliny Wyrodek – zapowiada swój nowy spektakl „Komediantka” Piotr Sieklucki. Na scenie Teatru Nowego Proxima debiutująca Zuzanna Jagusiak, której partneruje Krzysztof Głuchowski – dyrektor Teatru im. Słowackiego w Krakowie. Premiera 26 października.

„Komediantka” to historia teatru od kulis, literacka mieszanka Antoniego Czechowa („Kalchas”), Thomasa Bernharda i historii SPATiFU – „domu pijaństwa, domu zdrad i miłości, domu, gdzie bawili się nasi najwięksi polscy aktorzy” – zapowiada swoją najnowszą premierę Teatr Nowy Proxima.

To pierwsza premiera sezonu w Teatrze Nowym Proxima i jednocześnie pierwsza odsłona cyklu „Nowe objawienia”, którego założeniem jest wprowadzanie na scenę młodych talentów, którym partnerują uznane postaci krakowskich scen. W „Komediantce” u boku Krzysztofa Głuchowskiego zadebiutuje, Zuzanna Jagusiak, studentka II roku Krakowskiej Akademii Frycza Modrzewskiego.

– Piotr Sieklucki opowiada historię zmarnotrawionego świata artystów – zapowiada Krzysztof Głuchowski. – Ja zagram trochę niedocenionego, nieszczęśliwego dyrektora teatru, który proponuje świetne rzeczy i nikt go nie słucha więc się miota. Ostatecznie ląduje na prowincji, gdzie też jest nieszczęśliwy.

Dyrektor dotąd narodowego teatru na prowincji musi się zmierzyć z miejscową diwą, co okazuje się niemniejszym wyzwaniem, niż utrapienia, jakie miał w stolicy, gdzie gospodarz miasta chciał go wyrzucić z posady dlatego, że był niepokorny.

– Nasza „Komediantka” to wolna adaptacja „Kalchas” Antoniego Czechowa i dramatów Thomasa Bernharda. Ulepiłem z tego historię o aktorzycy, która mierzy się z nowym dyrektorem. On sam został wyrzucony ze swojego wielkiego teatru i wylądował na prowincji, gdzie mierzy się z demonami większymi niż doświadczył wcześniej w wielkim mieście, w narodowym teatrze, gdzie dostawał po uszach od włodarzy za to, że jest niepokorny. Ta postać nasunęła mi trop, jeśli chodzi o obsadę, a Krzysztof Głuchowski przyjął propozycję – wyjaśnia Piotr Sieklucki, reżyser przedstawienia.

Przypomnijmy, wobec Krzysztofa Głuchowskiego od ponad 500 dni toczy się procedura odwołania ze stanowiska dyrektora Teatru im. Słowackiego, którą wszczął organizator sceny – Urząd Marszałkowski w Krakowie. Latem tego roku ogłoszony został konkurs na dyrektora, nazwisko osoby, która od września przyszłego roku pokieruje instytucją, poznamy do końca października. Krzysztofa Głuchowskiego można zobaczyć również na scenie Teatru Słowackiego, gdzie w wybranych przedstawieniach wciela się w postać Senatora w „Dziadach” Mai Kleczewskiej.

ANNA PIĄTKOWSKA, DZIENNIK POLSKI