Przemoc w Teatrze- Gazeta Wyborcza

Premiera w Teatrze Nowym Proxima. Immunitet artysty czy przemoc?

Zrobiliśmy tę sztukę, by przestać się bać. Nauczyć stawiać granice i dbać o swoje prawa – mówią Karolina Szczypek i Paweł Sablik, twórcy „Spektaklu dyplomowego, czyli kilku piosenek o przemocy w teatrze”, o jesiennej premierze Laboratorium Nowego Teatru przy Teatrze Nowym Proxima.

Marta Gruszecka: Przemoc w teatrze – odważny temat jak na spektakl dyplomowy.

Karolina Szczypek: Decyzję o nagłośnieniu zjawiska podjęliśmy po długoletnich obserwacjach tego, co dzieje się w teatrze. Studiujemy na akademiach teatralnych, asystujemy reżyserom, przychodzimy na próby, znamy środowisko. Dzięki temu doskonale wiemy, że polski teatr ma strukturę hierarchiczną i istnieje w nim duże przyzwolenie na tzw. immunitet artysty, który legitymizuje przemoc: werbalną, psychiczną, symboliczną i strukturalną.

Na czym to polega?

K.S.: Przykłady można mnożyć. To m.in. duże różnice w wynagrodzeniach między twórcami z wielkimi nazwiskami a osobami, które dopiero zaczynają; albo między kobietami a mężczyznami. To praca za grosze, ale za tzw. prestiż, który ma być furtką do kariery. Aż wreszcie mamy na myśli również przemoc werbalną, czyli wyzywanie aktorów na próbach, manipulowanie nimi czy straszenie.

A seksualną? W styczniu w krakowskim Teatrze Bagatela zawrzało, kiedy zatrudnione tam aktorki oskarżyły dyrektora Henryka Jacka Schoena o molestowanie. Głośna sprawa Bagateli dodała wam odwagi do poruszenia kamuflowanego tematu?

Paweł Sablik: Nie, przemoc seksualna w Bagateli nie ma z naszym spektaklem niczego wspólnego. Nie daliśmy sobie prawa, by opowiadać o czymś, co bezpośrednio nas nie dotknęło, zwłaszcza że mamy własne, równie trudne historie. Na scenie mówimy o tym, co sami przeżyliśmy.

K.S.: Temat spektaklu zgłaszałam do Laboratorium Nowego Teatru jeszcze przed nagłośnieniem molestowania w Bagateli. Ta historia bardzo nas poruszyła, ale ze względu na inne prywatne doświadczenia nie chcieliśmy, by grała u nas główną rolę. Przemoc seksualną jest nieco łatwiej nazwać. Poza tym są na nią konkretne paragrafy. Jeśli ktoś zgłosi molestowanie, sprawa powinna trafić do sądu i być procedowana. Sytuacje, o których opowiadamy, nazwaliśmy przemocą w białych rękawiczkach. Jest na nią ciche przyzwolenie, nikt przecież do niczego się nie przyzna, ani nikt tego nigdzie nie zgłosi.

Chyba że są dowody. Podałaś do sądu Teatr im. Ludwika Solskiego w Tarnowie. O co poszło?

K.S.: Na II roku reżyserii na Akademii Teatralnej w Warszawie otrzymałam od ówczesnego dyrektora artystycznego tarnowskiego teatru, Marcina Hycnara, zaproszenie do zrealizowania spektaklu „Kto się boi Virginii Woolf?”. Na realizację tytułu miałam prawie dwa lata. W oparciu o podany przez teatr budżet zaproponowałam konkretne, ograniczające liczbę widzów o połowę rozwiązanie sceniczne, obsadę, umówiliśmy się również na kwotę wynagrodzenia. I zaczęłam pracę. W międzyczasie jedna z zaproszonych przeze mnie aktorek poinformowała, że musi na jakiś czas zrezygnować z prób. Zależało mi na tym, by to właśnie ona zagrała w moim dyplomie, dlatego przesunęłam zaplanowaną na połowę października 2019 roku premierę na później. Na przełomie roku dowiedziałam się, że mój dyplom jednak się nie odbędzie. Za przyczynę dyrektor Hycnar podał redukcję dotacji z urzędu miasta. Zostałam bez wynagrodzenia, nie zaproponowano mi też w zamian żadnej innej realizacji. Byłam bezradna, bo okazało się, że na najbliższe pół roku nie będę miała pieniędzy, by funkcjonować – młodzi twórcy, którzy dopiero zaczynają, nie dostają propozycji z dnia na dzień. Opisałam tę sytuację na Facebooku.

Jaki był odzew?

K.S.: Na początku dostałam duże wsparcie środowiska. Pisali do mnie nawet znani twórcy i radzili, by nagłośnić sprawę. Kiedy jednak odniósł się do niej dyrektor Hycnar i – wybierając tylko fragmenty z prywatnej korespondencji i przytaczając je na Facebooku – to mnie postawił w tak złym świetle, że stałam się niewidzialna. A do tego publicznie upokorzona i oskarżona o indolencję. Znajomi z uczelni przestali mi mówić „cześć”, a profesorowie odpowiadać „dzień dobry”. Środowisko Akademii Teatralnej w Warszawie próbowało mnie uciszyć, spotkałam się z niewyobrażalnym ostracyzmem społecznym. Dlatego zgłosiłam się z prośbą o pomoc do prawnika (poleciła mi go Alina Czyżewska, aktorka i działaczka społeczna), jesteśmy na etapie ostatnich poprawek pozwu przeciwko tarnowskiemu teatrowi.

Twój przypadek nie był jedynym. W Tarnowie w tym samym sezonie odwołano trzy inne premiery.

K.S.: Oficjalnym powodem podanym przez dyrekcję było wycofanie dotacji przez miasto. Dziwne, że pieniądze na nagle ogłoszoną premierę w reżyserii dyrektora artystycznego, a potem kolejnej pani dyrektor, która w czerwcu zastąpiła Hycnara na tym stanowisku, jakoś się znalazły… Takie sytuacje w teatrze są częste. Premiery odwołuje się na kilka dni przed pierwszą próbą, w ich trakcie albo po próbach generalnych. I kogo my, młodzi twórcy, mamy wtedy prosić o wsparcie w wyegzekwowaniu należnego nam za pracę wynagrodzenia? Często nie mamy jeszcze takiej pozycji w środowisku, by ktokolwiek chciał nam pomóc. Dlatego, w obawie o zarzuty o konfabulację czy zbyt dosadne przytoczenie przemocowych historii, nad naszym spektaklem również czuwał prawnik.

P.S.: Konsultowaliśmy nasze założenia twórcze z Piotrem Barczakiem, który ocenił ryzyko prawne naszego projektu oraz dokonał kolaudacji prawnej spektaklu. Oprócz działań artystycznych uruchomiliśmy również działania praktyczne i edukacyjne. Były nimi m.in. warsztaty antymobbingowe, które udało nam się zorganizować razem z Ogólnopolskim Stowarzyszeniem Antymobbingowym „OSA” przy okazji dyplomu. Każdy, kto po naszym spektaklu poczuł, że doświadczył podobnej sytuacji, przez cały czas może odezwać się do stowarzyszenia. Dzięki warsztatom mamy poczucie, że możemy realnie wpłynąć na temat, który poruszamy. Ponadto premierze towarzyszy podcast Meh-Teatr, w którym mówimy o tym, co dzieje się w teatrze, upubliczniamy rozmowy z kuluarów. Jeśli ktoś zechce podzielić się w nim swoją historią i opowiedzieć o tym, co go spotkało – zawsze jest u nas mile widziany. Planujemy też konkurs na esej o przemocy w teatrze. Obecny dyskurs teatralny jest bowiem pozbawiony jakiegokolwiek naukowego ujęcia tego tematu.

Na czym wam zależy najbardziej? Zachęceniu innych do podzielenia się swoimi doświadczeniami? Uzyskaniu wsparcia od środowiska?

P.S.: Chcielibyśmy, by dyrektorzy teatrów, którzy stosują przemocowe praktyki, zostali pociągnięci do odpowiedzialności. Reżyserzy, którzy pracują w hierarchicznych układach, przeszli na układy horyzontalne, czyli zaczęli słuchać zdania swoich współpracowników i traktować ich na równi – zarówno w sferze ekonomicznej, jak i symbolicznej. Marzymy też o równych wynagrodzeniach dla wszystkich realizatorów, bez względu na płeć i to, czym się zajmują. Co będzie dalej? My działamy. Reszta zależy od tego, czy inni będą mieli tyle siły i odwagi, by opowiedzieć własną historię.

K.S.: Robimy tę sztukę po to, by przestać się bać. Nauczyć stawiać granice, mówić głośno „nie” i dbać o swoje prawa zagwarantowane w kodeksie prawnym, a na pewno etycznym.

„Spektakl dyplomowy, czyli kilka piosenek o przemocy w teatrze” powstał w ramach II edycji Laboratorium Nowego Teatru na deskach Teatru Nowego Proxima.

Molestowanie w Bagateli

W listopadzie 2019 roku dziewięć aktorek i pracownic krakowskiego Teatru Bagatela oskarżyło dyrektora Henryka Jacka Schoena o molestowanie. Kobiety napisały w tej sprawie list do prezydenta Krakowa Jacka Majchrowskiego, opisując szczegółowo zachowanie przełożonego. Relacje pracownic Bagateli były wstrząsające – dyrektor obmacywał je, lizał po twarzy, wpychał język do ucha i opowiadał im obrzydliwe historie. Schoen wszystkiego się wyparł, jednak relacje kilku aktorek z Bagateli, do których lawinowo zaczęły dołączać kolejne kobiety (w sumie 15), były niepodważalne. Dyrektor został zwolniony z funkcji, a prokuratura postawiła mu zarzuty molestowania i mobbingu pracownic teatru.

Marta Gruszecka, Gazeta Wyborcza