Wywiad GK

Śpiewa Kazika lepiej niż Kazik, rozumie duszę Ryśka Riedla, choć mówi, że nie z jego muzycznej bajki, za rolę Matki Boskiej Częstochowskiej zbiera owacje na stojąco. Piotr Sieklucki, aktor, reżyser, dyrektor Teatru Nowego Proxima na Dzień Teatru życzy sobie i swojemu teatrowi: „dobrych budżetów i wiatru w artystyczne żagle”.

🎭 O marzeniach i planach z Piotrem Siekluckim rozmawia Anna Piątkowska w Gazecie Krakowskiej ‼️

Link do artykułu w komentarzu lub ⬇️

🎭 Dzień Teatru to patetycznie zapytam, czym dla ciebie jest teatr?

To zależy. Jeśli pytasz o teatr w ogóle, to najczęściej jest to miejsce nudy, natomiast jeśli chodzi o Teatr Nowy Proxima to jest to mój dom.

🎭Nudzisz się w teatrze?

Jestem bardzo złym widzem. Ostatnio stwierdziłem, że ciężko mi wytrzymać na wielu spektaklach kolegów, choć są wyjątki, czasami są rzeczy piękne i genialne. Bywa więc, że się męczę, ale też teatr jest moją miłością, wybranką życia i domem.

🎭Żeby poczuć, że się jest w domu musiałeś założyć własny teatr?

Nie było dla mnie miejsca w teatrze instytucjonalnym. 20 lat temu zamknięte były dla mnie drzwi każdego instytucjonalnego teatru, od prowadzonego wówczas przez Mikołaja Grabowskiego Starego Teatru, aż po Teatr Słowackiego, na czele którego stał wtedy Krzysztof Orzechowski. Z takiej sytuacji narodził się 20 lat temu Teatr Nowy, od 10 lat Proxima.

🎭W którym nie ma nudy?

Bywa, że jest. Ale na szczęście z bardzo rzadka. To nie jest tak, że bezkrytycznie oceniam swoje miejsce, nie. Nawet jeszcze bardziej krytycznie i, oczywiście, cieszę się jak wychodzi i złoszczę, jak nie wychodzi. W takim teatrze jak nasz wydanie każdej złotówki na produkcję niesie ze sobą myśl, że ona musi się zwrócić, że spektakl musi się sprzedawać. I nie chodzi tu o komercyjne podejście, ale właśnie artystyczne, czasem pełne ryzyka. Jak coś się nie udaje, to nie katujemy tym widzów przez kolejne sezony. Bywało, że zaraz po premierze tytuł schodził.

🎭Jak myślisz, czemu te teatralne drzwi były dla ciebie zamknięte? Chciałeś inaczej opowiadać, o czymś innym?

Jako aktor szukałem pracy w jednym, drugim, trzecim miejscu. Kiedy widziałem, że mniej zdolni koledzy dostają etaty narodowe, a ja dalej szukam, uznałem, że trzeba układać życie na swoich zasadach.

🎭Z początkami twojej drogi reżyserskiej wiążą się kontrowersyjne spektakle i one też zamykały drzwi.

Rzeczywiście słynny „Drakula” w kieleckim teatrze i konflikt ze świętej pamięci Piotrem Szczerskim, który powiedział, że na pornografię nie ma miejsca w polskim teatrze i nas z hukiem po miesiącu wyrzucił przekreślając naszą dziesięcioletnią współpracę przyklejały łatkę “kontrowersyjny”. Nie pomagały moje wypowiedzi 20 lat temu, kiedy zakładaliśmy Teatr Nowy, nasze słynne pochody „Procesje mojego ciała”, po których miasto było torpedowane interwencjami, że taki teatr nie powinien w Krakowie istnieć. Słynne “Lubiewo” czy “Macabra Dolorosa” to są wydarzenia, które dodawały skrzydeł i zamykały pewne drzwi jednocześnie. Kary najczęściej były finansowe – nie dostawaliśmy pieniędzy na różne projekty. Myślę jednak, że przez te 20 lat udowodniliśmy, jak wiele jesteśmy warci. Bywa jednak, że ma się najlepszego reżysera, najlepszy tekst, najlepszy pomysł, a jednak nie wychodzi. I nie wiadomo dlaczego. Te 20 lat Teatru to czas pasji, prób, poszukiwań, z których jestem dumny. Jestem dumny z ludzi, którymi teatr się otacza, jestem dumny ze współpracowników i z aktorów, z wielu przyjaciół teatralnych. Teatr Nowy Proxima jest miejscem wyjątkowym, jakiego nie ma w Krakowie, a na pewno nie ma w sektorze NGO. Kto zna nasze miejsce, przyzna mi racje.

🎭W swoim teatrze ty rozdajesz karty, ale ścieżki i tak trzeba wydeptywać, żeby zdobyć pieniądze. To dalej jest niezależność?

Teatr siłą rzeczy wymaga kompromisów, także politycznych, choć pewne rzeczy są nie do przeskoczenia. Nigdy nie dogadam się z ludźmi o PiS-owskich poglądach. Konfederackich tym bardziej. Nasze wartości są kompletnie inne. Wiem, że gdyby tym miastem zarządzało któreś z tych ugrupowań, byłoby bardzo źle – nie sądzę, żebym się z nimi dogadał. Ostatnio na „Korze” gościliśmy przedstawicieli Konfederacji, ostentacyjnie przy owacjach na stojąco nie wstali.


Surowo oceniasz, przecież nie wyszli w trakcie.


Pewnie przez wymuszoną grzeczność, a może nie? Nie wiem.

🎭Teatr Nowy Proxima został społeczną instytucją kultury w pilotażowym projekcie miasta. Co wam to daje?

Od teraz Miasto pomaga nam na polu infrastrukturalnym. Do tej pory nie mogliśmy otrzymać dotacji np. na czynsze. Jeśli chodzi o finansowanie to sceny instytucjonalne dostają 70 proc budżetu i 30 muszą wypracować, my odwrotnie – 70 proc. musimy wypracować. Ale to też wbrew pozorom daje wiatr w żagle. Projekt Społecznych Instytucji Kultury pozwala nam w ramach tych funduszy, które wygospodarowało miasto zapłacić za etatową pracę i pokryć w więcej niż 70% czynsze Teatru Nowego Proxima i Pałacu Nieśmiertelności, a te do niskich nie należą. Dla nas to światełko w tunelu oznaczające, że społeczne instytucje kultury maja sens i zrobimy wszystko, by to przekonanie w magistracie utwierdzić. To jest wielki projekt Wydziału Kultury i Prezydenta Miasta Krakowa, za który jestem wdzięczny, i udowodnię, że w naszym przypadku ma to wielki sens. Pałac Nieśmiertelności ma przecież misję społeczną, animacyjną, edukacyjną i kulturotwórczą.

🎭Pałac powstał, bo pomysły już się nie mieszczą w Teatrze Nowy Proxima?

Wspólnie z Łukaszem Błażejewskim zakładając to miejsce myślałem, że będzie ono jak najdalej od teatru, że Krakowska 41 będzie miejscem premier, a Pałac Nieśmiertelności przestrzenią, gdzie możemy się skupić na nauce, filozofii, medycynie – takie miejsce chcemy tworzyć. Planujemy dużo spotkań z lekarzami, dotyczących programu długowieczności. Nie mieliśmy miejsca na wernisaże – teraz odbywają się w Pałacu. Wracamy tu też do szkoły z projektem „Nieśmiertelna klasa”, żeby się uczyć – będzie ZPT, projektowanie, szycie, ale też matematyka, fizyka. To miejsce daje upust naszym innym fascynacjom. Czasem, jak czytam książki o medycynie, fizyce, chemii myślę, że świat jest właśnie tu, nie w teatrze.

🎭Znowu słyszę nutę znużenia teatrem?

Nie, potrzebowaliśmy bardziej miejsca spotkań z widzami, z przyjaciółmi. Nuda związana z teatrem jeszcze nie przyszła, każdy spektakl jest wyzwaniem. Kiedy myślę o tych, które przed nami „Tożsamości Davida” o Davidzie Bowie czy spektaklu o Michaelu Jacksonie, który chcemy zrobić, to myślę w kategoriach ekscytacji. Dalej jestem na teatr nakręcony, ale na swój teatr, na swoich zasadach. Nie przyjmuje, a są, propozycji reżyserowania w innym teatrze… no może w Narodowym bym rozważył. Mam swoje miejsce, które daje mi satysfakcję z pracy, a jest ono większe niż Narodowy. Kochamy to miejsce, choć przydałaby się większa widownia i mniejszy czynsz.

🎭Aktorstwo też cię nadal kręci?

Tak, ale też na swoich zasadach. Co zresztą widać, bo gram tylko w swoich przedstawieniach i Kasi Chlebnej np. w „Korze”. Dostałem nawet propozycję od Kasi w jej nowym przedstawieniu „Sinead. Łysa wariatka”, ale już nie czuję takiej potrzeby. Trudno mi przychodzi praca z innymi niż ja sam reżyserami. Podglądałem pracę Piotrka Wacha czy Iwony Kempy właśnie z myślą, że chyba bym nie dał rady już tak pracować, jeśli coś nie jest moje. Oczywiście, aktor etatowy musi zagrać bez względu na oceny, czy mu się podoba, czy nie. Ja chcę być wolny.

🎭Odmówiłeś Katarzynie Chlebny? Myślałam, że was dwoje śpiewających na scenie, muzyczna gwiazda jako bohater to wasz przepis na sukces.

Oczywiście, to by się sprawdziło, ale potrzebne jest świeże powietrze. Coś jednak z tego przepisu na sukces zostanie – Kasia zrobiła wewnętrzny casting na rolę Sinead i go wygrała. A tak poważnie, oczywiście my się już świetnie z Kasią dotarliśmy i pewnie niejeden spektakl w duecie jeszcze razem zrobimy, ale musimy się posiłkować innymi ludźmi, musimy wpuszczać na scenę debiutantów, którzy – swoją drogą – są świetni, wnoszą dobrą energię.

🎭Jako teatr jesteście otwarci na debiutantów, da się to zauważyć.

To oczywiście trudne, ryzykowane w kontekście finansów, ale trudno żebyśmy ciągle z Kasią Chlebny występowali. W „Sinead”, który będzie miał premierę na koniec maja też pojawiają się cztery debiuty, ale posiłkujemy się tez aktorami z teatrów instytucjonalnych.

🎭Wrócę do tego, że teatr cię nudzi. Twoim zdaniem teatr nie ma dziś takiej siły, która przyciąga, utrzyma uwagę dwie godziny, a bywa i więcej, opowie o tym, co aktualne ciekawym językiem? Statystyki dotyczące bywalców teatru nie są optymistyczne.

W tej kwestii jestem optymistą. Myślę, że teatr może mieszać w życiu i w życiu politycznym też, im bardziej się wtrąca tym lepiej. Oglądając takich twórców jak Frank Castorf, Florentina Holzinger, Łukasz Twarkowski czy Ewelina Marciniak można się w tej wierze utwierdzić. Bywa też, że niewielkie aktorskie spektakle mają ogromną siłę. Wierzę w teatr i jego siłę rażenia. A jeśli chodzi o statystki – zobacz, ile w Krakowie jest teatrów, które codziennie grają i przecież nie dla pustej widowni. Chyba nie jest tak dramatycznie, jak mówią.

🎭Dziś czujesz się bardziej reżyserem, aktorem czy dyrektorem?

Chyba wszystkim, chociaż świętej pamięci Edward Lubaszenko mi mówił: Musi pan się zdecydować. Nie można, k*** to i to, i to i jeszcze co? płytę chce pan nagrać? Ale ja nie jestem w stanie się zdecydować, procentowo po równo granie, reżyserowanie, administrowanie. Może dzięki temu nie zwariowałem?

🎭Aktorstwo to twoje spełnione marzenie?

Tak. W moim cudownym liceum – XXII LO we Wrocławiu, dyrektor Krzysztof Popiel – cudowny człowiek – w pierwszej klasie pozwalał mi, żebym robił teatr. Dostałem klucze od auli i właściwie przez cztery lata robiłem teatr zamiast chodzić na matematykę i fizykę. Robiłem wtedy teatr ze swoim nauczycielem, Selimem Mucharskim. Przychodzili wszyscy. Byłem też wtedy Przewodniczącym Klubu 1212 Teatru Polskiego we Wrocławiu. Wtedy już wiedziałem, ze chcę studiować aktorstwo więc jakże się rozczarowałem, gdy nie udało się za pierwszym razem dostać. Jak już się dostałem, było fajnie, ale po skończeniu aktorstwa pomyślałem, że jednak bardziej mnie pociąga reżyseria. Od tego, żeby zdawać na ten wydział powstrzymała mnie myśl, że będę pracował z tymi samymi pedagogami. Stwierdziłem, że jednak bym tego nie wytrzymał. Jestem reżyserskim samoukiem.

🎭Dziś sam jesteś wykładowcą. Czerpiesz od młodych?

Myślałem, że tak będzie.

🎭Za to o swoich mistrzach wspominasz często.
Igor Przegrodzki, jeszcze z Wrocławia, wielki, wspaniały aktor. Bogdan Hussakowski – mój mentor, profesor, mistrz, z którym też zakładaliśmy Teatr Nowy Proxima. Był pierwszym reżyserem, który robił tu „Pana Jaśka”, w którym grałem z Dominikiem Nowakiem i Juliuszem Chrząstowskim. Edward Lubaszenko, który też zawsze z nami był, robiliśmy razem spektakle, spędzaliśmy wspólnie święta, wypiliśmy niejedną wódeczkę. To były osobowości, ludzie, którzy mnie kształtowali, moje postrzeganie teatru. Łukasz Błażejewski namalował mi ich portrety, wiszą tu w teatrze w gabinecie, bo każdy z nich jakieś piętno na tym miejscu odcisnął. Zastanawiam się, czy to pokolenie, które ja uczę będzie miało swoich mistrzów?

🎭Wspomniałeś o wódeczce. Bankiety teatralne starsze pokolenie aktorów wspomina z sentymentem, ale też to życie po spektaklu. Mówią, że dziś już tego nie ma, po spektaklach szybciutko do domu.

To prawda, ale tempo życia jest dziś zupełnie inne. Nie możemy się obrażać na świat, że się zmienia, a zmienił się też rynek pracy aktorów. Nierzadko pędzą do domu po przedstawieniu, bo o 8 rano muszą być na planie serialu czy reklamy. Kiedyś nie było takich możliwości, jedynie co mogli, to albo wrócić do domu i czytać książkę albo pić z kolegami. W Teatrze Nowym Proxima staramy się pielęgnować tę tradycję spotkań po spektaklach – oczywiście nie na bankietach do rana jak funkcjonowały słynne SPATiF-y, bo takiego trybu życia nie da się prowadzić, ale dbamy o to, żeby aktorzy i reżyserzy spotykali się w kawiarni z publicznością, porozmawiali, podpisali plakat. Wychodzimy do widzów, pielęgnujemy relację z nimi. Tego uczymy też młodych aktorów, żeby tę społeczność budować. Do tego też mamy Pałac, by ta społeczność miała swoje miejsce.

🎭Masz postać, którą najbardziej lubisz grać? Masz taką?

Chyba „Świętego Ryśka ze Ślaska”, bo jest bardzo osobisty. Lubię też Matkę Boską Częstochowską, w której obsadziła mnie Kasia Chlebny w „Korze”, choć ona w większości siedzi patrząc jak Kasia gra. Ale jest taka nasza, naburmuszona, przaśna, wkur***, rozdarta między tym czy czytać książki, czy być kibolem. Lubię Eltona z „Królowej”. Ostatnio jak szedłem w galerii usłyszałem: Ty, Elton John poszedł. Było to miłe.

🎭Jaki życzenia na Dzień Teatru chciałbyś usłyszeć?

Dobrych budżetów i wiatru w artystyczne żagle. To drugie jest nawet ważniejsze, bo jak się ma dobre rzeczy, to pieniądze się znajdą. Nawet drogie bilety schodzą, „Kora” za chwilę będzie miała 200 zagranych spektakli – to dużo jak na taki teatr jak my. Nie możemy narzekać, bo na reklamę wydajemy 0 zł. Wieść o naszych spektaklach idzie najlepszą drogą, czyli przez rekomendacje widzów, marketingiem szeptanym.

🎭Czyli sukces?
Tak, jestem szczęśliwy.