Jakub Ormaniec- wywiad
„Widziałem więcej świetnych filmów niż świetnych spektakli”.
O szkole teatralnej, życiu i miłości do teatru rozmawiamy z Jakubem Ormańcem, aktorem
wcielającym się w postać „Doriana Graya”.
Piotr Sieklucki: Jesteś na końcu swojej edukacyjnej drogi. Jak oceniasz kilka lat na
wydziale aktorskim Uniwersytetu Andrzeja Frycza Modrzewskiego?

Jakub Ormaniec: Naukę na wydziale oceniam bardzo dobrze. Nie mając dużego doświadczenia aktorskiego przed rozpoczęciem studiów, zależało mi przede wszystkim na zdobyciu warsztatu i konkretnych umiejętności. Chciałem jak najwięcej pracować na różnorodnym materiale, żeby w przyszłości czuć się pewnie i móc działać samodzielnie w różnych rolach. Miałem poczucie, że szkoła powinna przede wszystkim dać mi narzędzia, a jednocześnie nie zabić mojej kreatywności i wrażliwości. Uważam, że to się udało dzięki świetnej kadrze, warsztatom mistrzowskim i bardzo dobremu programowi nauczania. Oczywiście dużo rzeczy jest jeszcze do zrobienia, szczególnie organizacyjnie, ale bardzo wierzę w ten wydział i dalej mu kibicuję.
Dostałeś się do państwowej Akademii Sztuk Teatralnych we Wrocławiu, ale jednak zostałeś w Krakowie, w dodatku we Fryczu na płatnym wydziale. Skąd taka zaskakująca i nierozważna dla wielu decyzja?
Nie wywodziłem się ze środowiska aktorskiego, nie grałem wcześniej w żadnych teatrach i nie chodziłem na zajęcia aktorskie. W krakowskim Larcie tak naprawdę po raz pierwszy uczestniczyłem w jakichkolwiek zajęciach. Wydaje mi się, że przez to patrzyłem na szkoły w trochę inny sposób, niż reszta. Na mój wybór złożyło się kilka czynników. W Larcie poznałem Pana Dariusza Starczewskiego który zrobił na mnie bardzo duże wrażenie i nauczył podstaw na tyle, że w ogóle zacząłem rozważać studia aktorskie. On opowiadał nam o Fryczu. Bardzo nie chciałem rezygnować z życia poza szkołą i być w niej zamknięty bo wydawało mi się to szkodliwe i dla zdrowia i dla aktorstwa. Kadra we Fryczu była (i jest) fantastyczna i bardzo zależało mi na spotkaniu z ludźmi którzy pracują w zawodzie – na poznaniu aktorstwa od jak najbardziej praktycznej strony i na samodzielnym działaniu. Dodatkowo w tamtym czasie wychodziło na jaw dużo afer mobbingowych związanych ze szkołami, oraz nie podobał mi się sposób egzaminów wstępnych na studia – forma „castingu” i mówienia monologów. Zdecydowałem, że jeżeli już idę na tak „nieprzyszłościowe” studia to równie dobrze mogę wziąć kredyt studencki, zaangażować się na sto procent w szkole w której naprawdę chcę być i zobaczyć co się stanie. Po drodze było dużo zwątpień, jak to w tym zawodzie, i sam się czasami sobie dziwię, że to wtedy zrobiłem, ale bardzo dużo mnie to nauczyło.
Przymierzasz się do roli Doriana Graya. Jak pracujesz?
Rola Doriana to duże wyzwanie. Zacząłem od zastanowienia się, czym dla mnie jest piękno i jak się objawia. To wcale nie jest proste pytanie, mimo że wszyscy podświadomie je czujemy. Potem skupiłem się na bardziej przyziemnych sprawach – statusie Doriana, jego relacjach z innymi i na tym, na czym tak naprawdę mu zależy. Szukałem też punktów wspólnych między mną a Dorianem. Oglądałem filmy z postaciami, które w jakiś sposób kojarzyły mi się z moim Dorianem, takie jak „American Psycho”, „Utalentowany pan Ripley” czy „Ojciec chrzestny”. Prowadzę dziennik z tego procesu, który chcę wykorzystać w pracy magisterskiej. Zbieram pomysły i przemyślenia – może się przydadzą, a może nie, ale dobrze mieć taki plecak, z którego można czerpać. Bardzo pomagają mi też spotkania w Pałacu Nieśmiertelności, które otwierają wiele nowych kontekstów przydatnych w kreowaniu postaci. Ostatecznie jednak najważniejsze są interakcje z innymi bohaterami. Mogę przygotować bardzo dużo, ale w kontakcie z partnerem scena może pójść w zupełnie inną stronę. Mamy świetną obsadę i super obserwuje się, jak wzajemnie na siebie wpływamy.
Nie ukrywam że jesteś mocno utalentowanym młodym aktorem, gdzie widzisz siebie za
rok, a gdzie za 10 lat?
Dziękuję! Ciężko powiedzieć. Kocham aktorstwo i gdybym mógł grać na pewno chciałbym to robić. Jest jednak bardzo dużo świetnych aktorek i aktorów którzy niestety z różnych względów nie grają. Widzę, że samo granie jest małą częścią tego zawodu i na to, czy będzie się miało pracę wpływa masa innych czynników. Jest tyle możliwości, że ciężko mi określić co będzie za rok. W końcu skończę studia – z całą miłością do szkoły, 5 lat to zdecydowanie za długo – więc może za rok w lutym widzę się na wakacjach all inclusive w Egipcie. A za 10 lat? Chciałbym mieć własny mały teatr i nakręcić film z przyjaciółmi.
Co jest ci bliższe teatr czy kino?
Do oglądania zdecydowanie kino. W teatrze kocham to, że można spotkać się twarzą w twarz z drugim człowiekiem, że wszystko jest żywe i nigdy nie wiadomo, co się wydarzy. Nadal jednak mam wrażenie, że widziałem więcej świetnych filmów niż świetnych spektakli. Jeśli chodzi o granie, nie wiem, co wolę. Wszystko zależy od materiału i od ludzi. Film kocham za to, że gra się raz i jest się bardziej zależnym od czynników zewnętrznych – zdjęć, światła, montażu – więc jest się małą częścią czegoś, co później samemu można zobaczyć. Teatr z kolei za to, że gra się wiele razy i ma się większą wolność. Yin i yang.
Chciałbyś być wiecznie piękny i młody jak Dorian Gray?
Nie. Ale to się może zmieni, jak będę stary i brzydki.
Co w tej pracy nad premierą jest dla ciebie wyzwaniem?
Piosenki. To mój pierwszy spektakl muzyczny, więc jest stresik, ale to dobrze – wyzwania motywują. Drugą sprawą jest archaiczny język. To duże wyzwanie, ale jednocześnie ogromna pomoc w kreowaniu postaci. Największym wyzwaniem jest jednak chyba ustawianie kalendarzy pod próby.